Polecane Strony:

rtm-meble.pl - meble kuchenne kraków
bellmed.pl - okulista Kraków
rolmasz-zary.pl - agregaty prądotwórcze
jwbudownictwo.pl - budowa domów Katowice
cleaningcompany.com.pl - szorowarka
Zapraszamy.
A A A

ROBUR ZDOBYWCA - cz. III

 

 

 

Uczucie bezsilności, ironiczne lekceważenie, z jakim traktował ich Robur, jego
grubiańskie odpowiedzi, wszystko to przyczyniało się do napięcia, które z każdym
dniem stawało się coraz bardziej widoczne.
Jeszcze tego samego dnia nowa scena nieomal doprowadziła do jednej z tych
przykrych zwad między Roburem i jego dwoma więźniami. Frycollin nie podejrzewał
nawet, że to on miał być jej przyczyną.
Kiedy ten tchórz zobaczył, że znajduje się nad bezmiarem wód, znów wpadł w
bezgraniczną panikę. Jak dziecko, jak Murzyn, którym był, nie panując nad sobą
jął biadolić, protestować, krzyczeć, wić się i wykrzywiać.
- Nie chcę tu być!... Nie chcę! - wołał. - Nie jestem ptakiem!... Nie jestem
stworzony do latania!... Chcę na ziemię... Natychmiast!...
Nie trzeba mówić, że Uncle Prudent wcale nie starał się go uspokoić -
przeciwnie. Toteż w końcu wrzaski te wyjątkowo zniecierpliwiły Robura.
A ponieważ Tom Turner i inni mieli właśnie przystąpić do ustawienia statku do
połowu, inżynier, aby pozbyć się Frycollina, rozkazał zamknąć go w kajucie.
Murzyn jednak nie przestał się rzucać, bić w ściany, wrzeszczeć w najlepsze.
Wybiło południe. Albatros znajdował się w tym momencie zaledwie pięć czy sześć
metrów nad wodą. Wskutek przerażenia wywołanego jego widokiem, kilka łodzi
umknęło. Ta część Morza Kaspijskiego miała wkrótce opustoszeć.
Jasne jest, że w takich warunkach, kiedy wystarczyłoby skoczyć głową na dół, aby
uciec, obaj towarzysze stanowili przedmiot szczególnej uwagi. Zakładając nawet,
że przeskoczyliby przez reling, łatwo byłoby ująć ich ponownie za pomocą
kauczukowej łódki Albatrosa. Tak więc nie udało się wykorzystać okazji podczas
połowu, przy którym Phil Evans uważał, że powinien asystować, natomiast ciągle
zagniewany Uncle Prudent wycofał się do swej kajuty.
Wiadomo, że Morze Kaspijskie jest depresyjnym zapadliskiem tektonicznym. Do tego
zbiornika wlewają swe wody niektóre wielkie rzeki: Wołga, Ural, Kura, Kuma,
Emba. Gdyby nie parowanie, które pozbawia je nadmiaru wód, mając powierzchnię
ponad trzystu tysięcy kilometrów kwadratowych i średnią głębokość od
sześćdziesięciu do czterystu stóp, zalałoby ono niskie i bagniste wybrzeża na
północy i wschodzie. Mimo że zagłębienie to nie ma połączenia ani z Morzem
Czarnym, ani z Jeziorem Aralskim położonymi o wiele wyżej, niemniej dostarcza
bardzo dużej ilości ryb - oczywiście tych, które lubują się w jego wodzie mocno
zaprawionej goryczą, co jest spowodowane obecnością ropy naftowej wyciekającej
ze źródeł na południowych jego krańcach.
Tak więc, myśląc o urozmaiceniu dzięki połowowi codziennego pożywienia, załoga
Albatrosa nie kryła przyjemności, jaką jej to sprawiało.
- Uwaga! - zawołał Tom Turner, który właśnie ugodził harpunem dużą rybę bardzo
podobną do rekina.
Był to wspaniały jesiotr, długi na siedem stóp, zwany jesiotrem rosyjskim, z
którego ikry zmieszanej z solą, octem i białym winem robi się kawior. Możliwe,
że jesiotry łowione w rzekach lepsze są od morskich; lecz i te przyjęto z
radością na pokładzie Albatrosa.
Połów stał się jednak bardziej owocny dzięki zarzuceniu sieci, w których
wyłowiono karpie, leszcze, łososie, szczupaki morskie, a przede wszystkim dużą
ilość czeczug, średnich rozmiarów, które bogaci smakosze sprowadzają żywe z
Astrachania do Moskwy i Petersburga. Miały one niezwłocznie przejść z ich
naturalnego środowiska do kotłów Albatrosa z pominięciem kosztów transportu.
Ludzie Robura wesoło wyciągali sieci, które Albatros ciągnął za sobą na
przestrzeni kilku mil. Radośnie pokrzykując, Gaskończyk Franciszek Tapage
doskonale uzasadniał w ten sposób swoje nazwisko. Godzina połowu wystarczyła,
aby napełnić skrzynie na żywe ryby znajdujące się na pokładzie, po czym pojazd
ruszył na północ.
Podczas tego postoju Frycollin nie zaprzestał krzyków, uderzeń ściany kajuty,
krótko mówiąc - nadal nieznośnie hałasował.
- Ten przeklęty Murzyn nie uspokoi się! - Robur, który to powiedział, był już
naprawdę u kresu cierpliwości.
- Uważam, że ma prawo się skarżyć! - odezwał się na to Phil Evans.
- Tak. Podobnie jak ja mam prawo oszczędzić moim uszom tej męki! - odparł Robur.
- Inżynierze!... - powiedział Uncle Prudent, który dopiero co pojawił się na
platformie.
- Słucham, prezesie.
Obaj zbliżyli się do siebie. Patrzyli sobie prosto w oczy.
Następnie Robur, wzruszając ramionami, powiedział:
- Na sznur!
Tom Turner zrozumiał. Frycollina wywleczono z kajuty.
Jakże wrzeszczał, kiedy Turner wraz z jednym ze swoich kolegów pochwycili go i
posadziwszy, przywiązali do czegoś w rodzaju cebrzyka, do którego dobrze
zamocowali koniec liny!
Była to właśnie jedna z lin, które Uncle Prudent chciał użyć w wiadomym celu.
Murzyn sądził najpierw, że będzie powieszony... Nie! Miał być tylko zawieszony.
Lina rzeczywiście została wypuszczona na zewnątrz na długość około stu stóp i
Frycollin, kołysząc się, znalazł się w powietrzu.
Teraz mógł krzyczeć do woli. Ponieważ jednak przerażenie ściskało mu krtań,
milczał.
Uncle Prudent i Phil Evans chcieli się temu sprzeciwić: odtrącono ich.
- To niegodziwość!... To nikczemność! - zawołał wyprowadzony z równowagi Uncle
Prudent.
- Akurat! - odrzekł Robur.
- To nadużycie siły, przeciw któremu będę protestował inaczej niż słowami!
- Niech

Strony: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 ... 75 Następna »